ZANIM PRZYJDZIE WIOSNA

Człowiek lubi gromadzić. Nawet jeśli nie jest fanem zakupów, nie goni za nowinkami prędzej czy później obrasta w rzeczy i zaczyna być mu ciasno we własnej przestrzeni życiowej. Jak opanować ten syndrom i czuć się z tym dobrze?

Ja od lat mam dwie niezawodne metody.

Nie robię zakupów pod wpływem impulsu. Zawsze towarzyszy mi konkretna lista… i bardzo rzadko przekraczam ją o 2-3 rzeczy. Muszę stwierdzić, że jest mi to niezbędne do życia. Nigdy nie robię zakupów na spontan i nie kupuję wszystkiego co jest akurat modne…, czy po promocji. Robię sobie wypady po coś i wtedy zakupy bardziej mnie cieszą.

Jedyna rzecz, którą mogła bym kupować nałogowo – to książki. Nie trzymam ich jednak wszystkich. Wierzę w to, że książki powinny żyć i trafiać do czytelników. Dlatego duża zawartość mojej prywatnej biblioteczki krąży. Pomaga innym. Część została przygarnięta przez innych pasjonatów. Książek mogła bym mieć tysiące, ale nie chcę w nich utonąć. Ja i Karol potrzebujemy sporo przestrzeni, nie mówiąc już o innych domownikach (kotka to dla mnie też domownik…).

Na moich półkach zostają tylko te książki, które kocham do szaleństwa i nie oddam za nic. Nie mam dużo przestrzeni więc zmuszona jestem robić ostrą selekcje. Życie na niespełna 45 metrach czwórki domowników + Karol bywa chwilami wyzwaniem. Dlatego nie możemy sobie pozwolić na nadmierne obrastanie w rzeczy, bo to wywołuje klaustrofobię i nie wpływa dobrze na pracę.

Kolejną metodą są porządki. I nie mówię tu o typowych porządkach na Święta. Nic z tych rzeczy… Mycie okien podłóg nie pomaga w organizacji przestrzeni.

Ja trzy razy w roku od nowa organizuję swoją przestrzeń. I nie mówię o przestawianiu mebli, ale o selekcyjnych porządkach. Wywalam z szafki rzeczy i układam po kolei segregując:

  • Pamiątki,
  • Rzeczy potrzebne,
  • Rzeczy dla kogoś,
  • Rzeczy do wywalenia.

Zaczęłam to stosować przed przeprowadzką gdy pakowanie z selekcją rzeczy zajęło mi trzy tygodnie. To wtedy po raz pierwszy stwierdziłam nigdy więcej nie dopuszczę do syndromu zbieractwa. Teraz się tego uparcie trzymam. Trwa to już trochę czasu więc możecie mi wierzyć da się i działa. Polecam wam z całego serca… odgruzowywanie przestrzeni to może być fajna sprawa. Motywuje do działania.

Rada :

Nie wywalajcie wszystkich szaf od razu, bo to nigdy nie pomaga…

Moja segregacja.

1. Do kosza idą bez sentymentów :

  • Rzeczy brzydkie, uszkodzone, wyszczerbione.
  • Łapacze kurzu i sztucznie kwiaty. 
  • Segreguję też wszystkie rzeczy typu – Przyda się. Jeśli nie przydało się dwa lata już się nie przyda. Nawet jeśli mężczyzna w domu mówi inaczej.
  • Pozbywam się też nadmiaru papirologi. Rachunki, zapisane notesy i inne tego typu rzeczy piętrzą się szybko. Zwłaszcza u mnie.

2. To czego – nie używam, nie noszę, nie potrzebuję…, a może przydać się komuś innemu oddaję. Idzie to do niego z kawałkiem mojego serca na szczęście. Miły gest, czy dobry uczynek morze nam wejść w nawyk jak uśmiech.

Po kilku dniach ciężkiej pracy z segregacją rzeczy w domu robi się fajnie, a Karol ma miejsce i jest zadowolony.

W sekrecie wam zdradzę, że takie porządki przed wiosną przynoszą o wiele  większe szczęście niż kolejne zakupy, bo jak woli się pisać niż sprzątać trzeba dbać o swoją wolną przestrzeń. Wtedy ma się mniej roboty na co dzień… Jutro zaczynam moje porządki, a wy? Mam nadzieję, że zrobicie to samo.

 

 

Dodaj komentarz