WYSTAWIANIE DO WIATRU TO NIE ZE MNĄ

Nikt nie jest ideałem, zdarzają się w życiu różne sytuacje. Nie na wszystko mamy wpływ. Możemy się gdzieś spóźnić nie koniecznie z naszej winy. Możemy o czymś zapomnieć… Bywają wypadki losowe. Nienawidzę tego, ale one zdarzają mi się najczęściej. I poległam przez, to nie jeden raz i to w najmniej odpowiednim momencie.

Ale nie ma nic gorszego od lekceważenia drugiego człowieka, jego czasu. Jego życia.

Mamy XXI wiek i można zadzwonić, napisać jedno zdanie: „Coś mi wypadło nie czekaj…” Czy to naprawdę taki problem mieć odrobinę klasy? Szacunku do kogoś z kimś jesteśmy umówieni?

To nie jest już taki problem jak 20 – 30 lat temu, gdy nie wszyscy mieli telefon, a dodzwonić się nie było prosto, bo budki telefonicznie nie zawsze działały. Teraz komórkę ma prawie każdy, a czas jest cenny. Jeśli chcemy być traktowani poważnie, to musimy szanować innych.

Ostatnio obserwuję plagę dziwnego dla mnie zjawiska – lekceważenia. I jak słyszę argumenty w stylu: „No co się wściekasz – coś mi wypadło. Przecież ty i tak siedzisz w domu.” To po prostu wysiadam. I nie chodzi mi tu tylko o mnie, czy niepełnosprawnych. Ale o ogół. Podobnie są traktowane matki siedzące w domu, osoby starsze. I kiedy to widzę, to mi się włącza wewnętrzny agresor. Życiowy high live trwa krótko. Za chwilę możesz i ty być w domu. Nikt nie chce usłyszeć: „No tak ty to masz czas na wszystko możesz sobie zakupy zrobić pobiegać po promocjach. Ja to nie mam czasu, a tobie to dobrze.” Nie wiesz czy Komuś jest dobrze, więc proszę nie oceniaj…

Niby nic takiego, a jednak potrafi zaboleć. Wystarczyło by troszkę pomyśleć. Wcale nie jest tak prosto zrobić zakupy z noworodkiem jak się nie ma go z kim zostawić, a za oknem leje deszcz, czy dzieją się inne kataklizmy. Szczególnie fajnie jest jak się jest wtedy na wózku, czy o kulach.

Nasz wolny czas, czy brak pracy nie daje nikomu prawa do tego by nas oceniał. Traktował tak jakby nasz czas nie był cenny. Bo co? Bo siedzę w domu? To nie zawsze jest nasz wybór i nie siedzimy w domu dla kaprysu, bo jest nam tak dobrze. Zwykle pytani woleli by być gdzie indziej. I naprawdę nie wiem co daje komuś prawo myśleć, że taki ktoś jak ja nie ma nic ważniejszego do roboty poza czekaniem i można go wystawiać do wiatru kiedy się chce. Przecież nikt mu tego prawa nie dał. Są tacy co robią taki numer notorycznie. No wtedy do ja już nawet się nie umawiam. Szkoda mojego czasu.

Nie znoszę też nalotów bez zapowiedzi na zasadzie: „Bo ty zawsze jesteś w domu” Nie jestem zawsze. Nawet jak mniej wychodzę, to mogę mieć dzień w stylu – Nie chcę nikogo widzieć. Nie chce mi się z nikim gadać. Muszę pobyć sama ze sobą. A tu ktoś mi robi nalot jak mam maseczkę na twarzy itp.

Znacie to prawda? Cudowne uczucie.

Najbardziej jest jednak zabawnie jak ktoś robi mi taki nalot bez zapowiedzi po czym dzwoni i pyta: „Gdzie ty jesteś? Dlaczego cię niema w domu?” Mam wtedy ochotę odpowiedzieć: „Wyszłam, bo nie wiedziałam, że muszę pytać o zgodę na normalne życie”. Ale zwykle nie odpowiadam na głupie pytania. Dawno odkryłam że to nie ma sensu.

 

4 Replies to “WYSTAWIANIE DO WIATRU TO NIE ZE MNĄ”

  1. Również nie lubię być wystawianym do wiatru. Wolę szczerość. Nie chcesz, nie przyjdź ale nie obiecuj !

  2. Oj tak… Czeka się i czeka, a tak naprawdę dopóki się nie zadzwoni to się nie dowiesz… Ja dostrzegam jeszcze dwa (podobne) bardzo przykre zjawiska: pierwsze to takie, że nie da się normalnie z kimś umówić w dalszym terminie np. za dwa tygodnie. Zawsze trzeba się upewniać, czy aby na pewno dana osoba pamięta o naszym spotkaniu. Ja często spotykam się ze stwierdzeniem „a byliśmy umówieni?”, „sory, nie dam rady”. Co innego kiedy ktoś mówi: „to umówimy się bliżej tego terminu”, a co innego „spoko, mam wtedy wolne, umówmy się na wieczór”. Dla mnie to szczególnie przykre, bo mam mało wolnych wekendów i zawsze chce je dobrze zagospodarować. A drugie zjawisko to odwoływanie spotkań w ostatniej chwili (często przy potwierdzeniu terminu), a następnie obiecywanie spotkania w innym czasie… Takie wiecznie przekładanie… Na jedno spotkanie czekam od roku, kiedy znajoma będzie miała „wolne” 🙂

    1. Znamy to kochana :)niestety nie wszyscy się zmienią…

  3. Miałam takiego znajomego, który pozwalał sobie rozliczać mnie z mojego czasu. Co ty możesz mieć takiego do roboty, że się nie wyspałaś, że nie masz czasu, pewnie całymi dniami siedzisz przy komputerze, nie masz dzieci to co ty możesz wiedzieć o prawdziwym życiu – to były stałe słowa znajomego, który uważał się za mojego przyjaciela. Kiedy usłyszał ode mnie, że to nie jego interes co robię w swoim wolnym czasie i kiedy wychodzę i że mogę sobie nawet tyłkiem do góry leżeć i nie mieć ochoty jemu otworzyć, to strzelił zwyczajnego focha.
    Niektórym ludziom się wydaje, że mogą z butami wchodzić w nasze życie i komenderować według swoich upodobań. Że mogą przychodzić gez zapowiedzi lub nie pojawiać się na spotkaniu bez słowa wyjaśnienia, bo przecież ty masz się podporządkować. Nie tędy droga i takiego trola trzeba szybko usunąć ze swojego życia. Jesteśmy wolnymi ludźmi i należy nam się szacunek od każdej napotkanej osoby i szacunek do naszego czasu, choćbyśmy go nawet w danym momencie marnowali, ale to jest nasz czas.

Dodaj komentarz