WSPÓŁCZESNA WOLNOŚĆ SŁOWA

Walczono o wolność słowa, prasy i to dobrze, ale czy teraz umiemy z niej korzystać i ją docenić? Mam spore wątpliwości. Nie sądzę by wtedy wszystkim chodziło o taką wolność jaką mamy. Czy ktoś wtedy ktoś choćby podejrzewał taki obrót sprawy? Taki nurt zjawiska? Raczej nie. Pytanie czy jesteśmy w stanie to zmienić. Zatrzymać. Czy takie próby nie będą traktowane jak naruszenie praw, do których tak się przyzwyczailiśmy, że nie umiemy z nich w pełni korzystać… szanując godność drugiej osoby. Gdyby było inaczej w sodach nie było by tylu spraw o Naruszenie Dóbr Osobistych… Bywalcy bulwarowej prasy i portali plotkarskich wygrywają w nich dużą kasę. Ale o tym mówi się rzadko.

Może dlatego spora grupa internautów czuje się bezkarna…

Trochę nie rozumiem tego wszechobecnego chamstwa i jadu. Wolność, o którą walczono nie ma dla mnie wiele wspólnego z tym co się dzieje wokół. Czy naprawdę można wszystko zrzucić na inne czasy, społeczne zmiany? Nowe socjologiczne zjawiska i rozwój technologi… Można, ale to nic nie zmieni.

Moim zdaniem nie da się wszystkiego w ten sposób usprawiedliwić. Nawet tego, że kandydaci w wyborach prezydenckich USA nie pokazali podczas debat takiej klasy do jakiej byliśmy przyzwyczajeni. Czy to oznacza, że zmiana będzie już tylko na gorsze?

Nie da się usprawiedliwić tego co ludzie piszą (zwykle robiąc, to anonimowo) obrzucając innych błotem… – Gość xy pluje jadem nie szczędząc wulgaryzmów w temacie zarówno poważnym jak i bławym. Hejt jest coraz gorszy i dotyczy nas we wszystkich możliwych zagadnieniach. Od polityki począwszy na macierzyństwie kończąc. Nie wykluczając oczywiście tego kto jak się ubrał, lub z kim się przespał (przynajmniej teoretycznie). Bo z skąd pewność, że ten, lub inny tabloid pisze prawdę? Prawda staje się mniej ważna, a nawęd ona pociąga negatywne wpisy. I nie chodzi mi o to by wszystkich głaskać. Chodzi o wyrażanie opinii bez wulgaryzmów.

Kiedyś obrażano wokalistów pewnego zespołu. Znałam ich prawie wszystkich i nie mogłam znieść tego że pisze się o nich w taki, a nie inny sposób. Trzech ludzi, trzy osobowości…, nie mówiąc już o barwie i skali głosu. Ludzi tak różnych nie da się wrzucić do jednego worka. A my to lubimy… lubimy wbić komuś szpilkę.

Zdjęcia te krytykowane i szeroko kometowe zwykłe specjalnie są tak robione. Kiedyś publikowało się te najlepsze… Dziś nie jest to już takie oczywiste. Dla podgrzana dyskusji pokazuje się wpadki których kiedyś nikt by nie upublicznił…, a przecież się zdarzały.

Teraz celowo poluje się na „gwiazdy” by pokazać ich majtki i wszelkie wpadki. Na ogół chodzi o to by na chwilę zwrócić naszą uwagę… W myśl zasady nie ważne co mówią byle by mówili.

Jutro i tak o 99% tych nowinek wszyscy zapomnimy, a ci co chcą o sobie przypomnieć mogą sporo skorzystać na chwilowym szumie i zainteresowaniu ich osobą. To jest właśnie ten 1% rzeczy, które pamiętamy. To one wiszą udostępnieniami na Facebooku i innych portalach społecznościowych niczym na ogłoszeniowych słupach.

Kiedyś plotkowało się w sklepach, na targach, czy u fryzjera. Dziś plotki żyją w internecie… I choć szybko o nich zapominamy w sieci nie ginie ani to co wrzucone, ani komentarz… Nawet ten pozornie anonimowy.

Zapominamy, że internet anonimowy jest tylko z pozoru. Wylewamy do niego swoje frustracje jak do ścieku. Czy kiedyś uda nam to zatrzymać? W nieodpowiednich rękach może być narzędziem do zniszczenia nie tylko kogoś ale i siebie.

Internet narzędzie niebezpiecznej władzy. Nikt nie jest jednak bezkarny. I nikt nie jest w sieci sam.

Czy nauczymy się bezpiecznie korzystać z sieci i rozmawiać merytorycznie? Trudno mi powiedzieć… Obserwując to co się dzieje podejrzewam, że Nasz Polski temperament jeszcze nie raz zostanie wystawiony na próbę…

Dodaj komentarz