WPIS NA BLOGU JEST JAK WSPÓŁCZESNY LIST W BUTELCE I TYLKO OD CIEBIE ZALEŻY CZY ZECHCESZ GO WYŁOWIĆ

Kiedyś pisało się listy i wysyłało je w butelce wrzucając ją do morza. Nie było pewności, że adresat go przeczyta, ale to się wtedy było zupełnie bez znaczenia.

Teraz życie jest coraz szybsze. Listy pisze się coraz rzadziej…, ale ja nadal je piszę. Może jest tak dlatego, że w dzieciństwie pisałam listy do dziadka, który odszedł za wcześnie. Było mi ciężko. Nie potrafiłam się z tym pogodzić.

Mimo że dziadka już nie było ja nadal myślałam o pytaniach, których nie zdążyłam mu zadać. Nie mogłam zrozumieć czemu ich już nie zadam.

Nie pamiętam już kto wpadł na pomysł pisania do niego listów, ale to mi pomogło…

To była moja forma pamięci, pogodzenia się ze stratą. Dla małego dziecka modlitwa to za mało… Pisanie tych listów stało się dla mnie jak rozmowy, których nie zdążyliśmy odbyć.

Wyrosłam z pisania tych listów, ale o nich pamiętam. Były ważne. W jakimś sensie uratowały resztki moich wspomnień, bo przywoływałam je przy pisaniu każdego nowego listu. Teraz te wspomnienia są dla mnie jak stare fotografie, które troszkę się zatarły. Niestety nie da się tego uniknąć…

Zawsze jest ktoś kto odejdzie za szybko.

I nie ma znaczenia czy stanie się to nagle, czy będzie trwało latami. Przecież nawet jeśli nie jesteśmy chorzy, to upływający czas z każdą kolejną minutą i tak przybliża nas do śmierci.

Nigdy nie wiemy kiedy się ona pojawi, ale w większości przypadków jest to za wcześnie. I zupełnie nie ma znaczenia kogo ona dotyka… Nie ważne czy dotyczy Przyjaciela, wroga, czy kogoś bliskiego. Każda strata jest dla nas ważna. Może nas psychicznie rozłożyć… I potem będziesz myślał, że nie spełniłeś marzeń, bo pojawiły się w złym czasie.

Guzik prawda. Nie bój się życia, ryzyka. Nie bój się porażki… Nie bój się bólu. Możesz go przekuć w coś co jest dobre. To może dać ci siłę i motywację do walki o coś co może stać się sensem twojego życia.

Mnie się udało… w czasie kiedy wszyscy śmiali się z mojej pasji ja pisałam, bo pamiętałam słowa dziadka:

Nie masz zdrowych nóg, ale masz niezwykłą fantazję i to może być kiedyś twój atut…”

Kiedy dziadka zabrakło obiecałam sobie, że kiedyś będzie ze mnie dumy. I to był pierwszy cel…

Teraz jest nim to miejsce. Każde marzenie jest jak list w butelce, który miałam odwagę napisać. 

 

 

1 komentarz

  1. Piękny tekst i jakże prawdziwy. Ja też listy pisałam i nadal je piszę. Wcześniej były to zwykłe do Świętego Mikołaja, a sama skupiałam się na zapisywaniu zeszytów swoimi historyjkami, które potem oceniała moja ukochana babcia. Uwielbiałam to. Teraz mam swoje miejsce w sieci, gdzie piszę co chwilę. Piszę i liczę na to, że ktoś złapie moją butelkę i podzieli się ze mną swoimi myślami na dany temat. Dodatkowo piszę listy papierowe, do moich penpalów z innych krajów. Uwielbiam to i tę ekscytację, gdy list przychodzi. Coś wspaniałego 🙂
    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz