TRZECIA PŁEĆ

Fot. Sylwester Ciuk Fotografia

We współczesnym świecie, ze wszystkich stron bombarduje się na pięknem, doskonałością. Przekonuje się nas do tego co ma dać nam szczęście… Niepełnosprawność do tego trendu nie pasuje więc spycha się nas i ten niewygodny temat na margines mówiąc tylko o pieniądzach czy bezrobociu. Zapomina się o tym co jest istotą naszego człowieczeństwa – Kobiecość…

Portale internetowe, społecznościowe i blogi parentingowe pełne są fotek uroczych maleństw, którymi wszyscy się zachwycają. Nie twierdze, że nie można tego robić, ale są jednak chwile, że nawet mój instynkt macierzyński baranieje i stawia gały niczym postać z kreskówki Wolda Disney’a i nie wie co z tym robić.

Planowanie szkrabowi w pieluchach przyszłości w każdym najdrogocenniejszym szczególe, to po mojemu lekka przesada. Choć nie ma na świecie matki, która nie chciała by dla swojej pociechy tego co najlepsze. Ale publicznie uwag typu: „ Mój syn będzie lekarzem, prawnikiem…” Wybieranie mu przyszłej żony… Błagam!!!! Są jakieś granice… nawet żartów.

Pod wpływem tej fali postanowiłam coś sprawdzić. I nie widzę takich uwag pod fotkami i wpisami na temat chorych dzieci. Na blogach prowadzonych przez ich matki nie ma planów. Te posty, to codzienna walka…, rozterki..

Są tam słowa wparcia, otuchy, ale nic poza tym. Zastanawiam się czemu nikt nie ma odwagi choćby założyć, że te dzieci też mają przyszłość, a nie tylko przeżyją… Czy naprawdę jesteśmy poglądowo, aż tak hermetyczni? Czy optymizm kosztuje tak wiele, że nas na niego nie stać?

Nikt nie napisał pod zdjęciem nastolatki z białaczką, której oczy przyciągają jak magnes, że da radę, że jest piękna nawet bez włosów. A one przecież odrosną i kiedyś czyś syn zakocha się w niej na zabój. Czego ci ludzie się boją? Przecież na ma takie same marzenia jak dziewczyny w jej wieku. Jedyne co tak naprawdę odróżnia ją od innych nastolatek jet to, że ona się boi mówić o swoich marzeniach głośno… Boi się, że nie wygra z chorobą.

Kiedy dziecko niepełnosprawne jest małe słyszy się:

Biedne dziecko…, lub… taka śliczna dziewczynka, a chora.” Trochę mnie przy takich razach telepie, ale bywało przecież gorzej. Kiedyś mówiło się jeszcze o karze za grzechy. I takie teksty bywały kiedyś na porządku dziennym. Na wsiach, w małych miasteczkach niepełnosprawnych chowało się w domu. Jakby to brzemię (wyrzut sumienia) istniało naprawdę. Mimo budzącego się we mnie sprzeciwu jestem w stanie zrozumieć, że takie to były czasy, ale to co wtedy było normą teraz jest po prostu niedopuszczalne.

Czy tak naprawdę coś się w tej materii zmieniło? Czy zmiany, które chcemy widzieć nie są pozorne? Mam wrażenie, że dotyczą jednostek, które miały więcej szczęścia w tej delikatnej materii.

Jeśli chodzi o kobiety na wózkach zmieniło się nie wiele.

Choć dziewczyny próbują przetrzeć szlaki min. dzięki Fundacji Jedyna Taka i Fundacji Aktywnej Rehabilitacji. Robią co mogą by nadać mianu KOBIETY prawdziwy sens, to jest przed nimi jeszcze wiele bitew i walk.
Łatwiej jest tym dziewczynom, które kiedyś były zdrowe. Świat postrzega je inaczej. Jest jednak duża grupa tych KOBIET, które miały mniej szczęścia. One nawet teraz w świadomości społecznej KOBIETAMI są tylko z pozoru, bo ich życie toczy się od zawsze trudniejszym szlakiem.
Zanim One Same zrozumieją siebie, odkryją własną tożsamość… ich niepełnosprawność w wielu przypadkach zacznie być traktowana przez otoczenie jak płeć…

To jest nieszczęsna trzecia płeć, którą nasze społeczeństwo wymyśliło jeszcze za komuny. I choć mamy XXI wiek i w niedługo będziemy – chcąc być na topie – kupować telefon komórkowy dla dziecka kompletując wyprawkę na porodówkę, to jeszcze długo będziemy zbierać skutki funkcjonowania dziwnych stereotypów o osobach chorych i niepełnosprawnych.

Od lat obserwację, to dziwne zjawisko. I choć rozumiem starsze pokolenie, którego zmienić się już nie da, to zadziwia mnie skala problemu u osób młodszych. Nawet oni marginalizują KOBIECOŚĆ u swoich córek. KOBIET mijanych na ulicy. I robią to tylko z powodu ich choroby.

Wiele dziewczyn posiadających dowód osobisty nie radzi sobie z własną seksualnością, bo są niepełnosprawne i nikt im nie wyjaśnił podstaw ich Kobiecości. Nie powiedział, że mają prawo do uczuć i rozterek, które je męczą.

Nie nauczył bycia KOBIETĄ. Mimo upływu lat nadal często mówi się o tych KOBIETACH jak o dzieciach. Nawet w Sejmie.

Jak w takim razie te KOBIETY mają poczuć się normalne? Przecież dla nich wizyta u ginekologa, antykoncepcja i wiele delikatnych tematów, które dotyczą nas wszystkich jest abstrakcją. Jak mają żyć normalnie jeśli te zagadnienia latami były spychane przez ich rodziny na margines…

Jak mówi się o tym ich rodzicom odpowiedź brzmi: „Jej to nie dotyczy.”

Przecież wmawianie dorosłemu człowiekowi, że jest dzieckiem wprowadza w jego głowie mętlik. Jak niepełnosprawni mają nie mieć wrażenia, że mają schizofrenię? Jak mają znaleźć w sobie siłę by nagle poznać, zrozumieć…, to co przez lata było pomijane? Jak mają unieść pojawiające się nagle poczucie krzywdy? Jak mają znieść ból duszy kiedy dociera do nich ta okrutna prawda? Jak mają oczekiwać zmiany? Akceptacji?

Jak mają reagować gdy internauci piszą:

Konkurs Miss Polski na wózku jest zbędny, a takie kobiety trzeba zamykać w domu…, żeby nikt ich nie oglądał.”

Spróbujcie nie zamykać otaczającego was świata w schematach. Ja na to zgody nie daję, bo miałam szczęście. Moja mama była i jest nowoczesną kobietą. Rozmawiała ze mną o wielu trudnych sprawach. Nawet o tym, że może być mi trudniej być w związku… Jednak nigdy nie zabrała mi nadziei, wiary w siebie. Nie pozwoliła mi zgubić tego co jest istotą mojego istnienia.

Nie pozwoliła nikomu przypisać mi pół-ci której w rzeczywistości nie ma.

 

Dodaj komentarz