SZUKANIE KOBIECOŚCI

Czas płynie szybko. Nawet ostatnie mi dni uciekły.

Powoli zapominam o tym co było złe. Odnajduję w sobie coś nowego. To nie jest tak że całkowicie się zmieniłam. Przede wszystkim odkrywam w sobie to, co kiedyś schowałam głęboko w środku. Mimo fajnego życia od wypadku nie do końca byłam sobą… Zawalił mi się świat tak jak wali się gdy dotyka nas poważna choroba, lub los na zawsze nas z czegoś okrada.

Osoby po wypadkach wiedzą o czym mówię. Ale jest jeszcze coś co zwykle ludzi szokuje. Wypadki są straszne, ale z czasem dają więcej dobrego niż się początkowo wydaje.

Wielu wózkowiczów twierdzi, że wypadek dał im lepsze życie i nie warto zadawać sobie pytania: Dlaczego ja? Lepiej pytać po co mnie to spotkało? Co może mnie to nauczyć? Co to da mi dobrego?

Nie jest łatwo zacząć po wypadku patrzeć na swoje życie z optymizmem. I nie będę nikomu wmawiać, że jest inaczej. Ja się tego nadal uczę… Nie potrafię jeszcze powiedzieć po co mnie to spotkało, ale wierzę, że kiedyś się dowiem. Już teraz lista dobrych rzeczy w moim życiu wciąż się wydłuża. Nie od razu jednak tak było. Długo się zbierałam. Nadal walczę z lękiem i nocnymi koszmarami gdy zbliża się rocznica wypadku. Jednak mimo trudności powoli wychodzę na prostą. Nie udało by się to, bez osób, które stawiały mnie do pionu gdy miałam wszystkiego dosyć. Rodzina starała się jak mogła, ale nie do końca mnie rozumieli. Myślę, że było tak dla tego, ze spędzaliśmy z sobą zbyt dużo czasu…, to trudno rozumieć i słuchać siebie nawzajem.

Bliscy zwykle nie mają dystansu do tego co się stało i chcieliby by wszystko szybko wróciło do normy. Wtedy bardziej dołują niż wspierają, bo wyzdrowienie nie zawsze zawsze jest takie proste, możliwe… jak im się wydaje. Trudno jest wtedy słuchać, że mogła byś coś robić lepiej. Osiągać pewne etapy zdrowienia szybciej. Nie da się nic przyspieszyć. Zawsze kiedy próbuję szkodzę sobie… Teraz stawiam na małe kroki. To przeszkadza otoczeniu, ale osoby, które są z chorobą całe życie na ogół mają trudniej. Słyszą, że robią za mało. Bywa to prawda, ale ten medal ma dwie strony, a takie uwagi bywają ciosem i nie motywują pozytywnie. To boli, bo łatwo się o czymś mówi trudniej się z tym żyje… Nawet ja czasami walczę z leniem, z dołkiem psychicznym. Bywa, że mi się nie chce. I tylko ktoś, kto żyje z ciężarem niepełnosprawności całe życie wie o czym mówię… Nikt by się z nami nie zamienił, ale wielu uważa, że lepiej wie jak to jest. Choć nigdy nie siedzieli na wózku, nie musieli prosić o pomoc. Nie byli zależni od nikogo.

Jak w tym wszystkim odnaleźć siebie? Jak więc odkryć w takich warunkach własną kobiecość? Jak uwierzyć w siebie?

To trudne… Zwłaszcza kiedy jesteśmy w dołku. Każdy musi sam znaleźć na to metodę.

Nie zawsze zmiana zależy od jednej rzeczy. Zwykle jest ich wiele. Można to porównać do układania puzzli… Tak jakbyśmy budowały się na nowo. Zmiany bywają terapią. Trzeba tylko odważyć się i poznać siebie na nowo. Bez względu kim jesteś, jak żyjesz musisz uwierzyć w siebie pokochać nawet swoje wady, słabości. Wtedy masz szanse na wielkie zmiany. Pomyśl o tym. Może dziś jest dzień który będzie twoim nowym początkiem? Wiosną…

 

 

 

Dodaj komentarz