OBLICZA EUTANAZJI

Jako katolik jestem przeciwnikiem eutanazji. Jako człowiek… próbuję zrozumieć. Postawić się w czyjejś sytuacji. Spojrzeć na coś z perspektywy drugiego człowieka. Poczuć, to co on. Nie zawsze się udaje, ale nigdy nie osądzam od tak dla zasady. Wiem co to choroba, cierpienie, słabość. Wiem czym jest wola życia i beznadzieja. Daleka jestem od pisania tu, że śmierć nie jest końcem. Dla mnie jest końcem ziemskiego cierpienia… nie mnie oceniać kto cierpi bardziej kto mniej. I kto ma rację.

Sama jednak taką ocenę słyszałam wielokrotnie. W stosunku do siebie i nie zawsze ta ocena była trafna. Nie ma dwóch takich samych ludzi i cierpień. A kogoś kto nie może się bronić osądzić najłatwiej…

Lubimy oceniać i obwiniać, bo taka jest ludzka natura. Wiara nie ma nic do rzeczy. Kiedy cierpimy perspektywa się zmienia. Bywa, że chcemy żyć po krańce nerwów, lub chcemy odejść bez cierpienia.

Ilu chorych tyle sposobów oswajania życia, cierpienia i śmierci. Najtrudniej tym co patrzą na cały proces odchodzenia. To oni zostają.

Wiem jak wygląda modlenie się o kres cierpienia. I jak wygląda modlitwa o śmierć… Znając różne ciernienie nie potrafię mówić o eutanazji jako o grzechu, wypominać Bogu itp. Pewnie narażę się wielu osobom ale cóż… Zrozumie mnie tylko ten kto patrzył bezsilnie na odchodzenie w cierpieniu drugiego człowieka. Eutanazja dla mnie to nie śmierć na życzenie. Nie jestem za tym by zaraz wszyscy prosili o eutanazję. Czasem jest to wołanie o pomoc której nie bedzie…

Eutanazja to nie jest tylko zło. Na WP Kobieta Katarzyna Gruszczyńska opisała w artykule Tu eutanazję młodej kobiety która po 10 latach molestowania i wykorzystywania seksualnego w dzieciństwie nie była w stanie żyć normalnie. Terapie, które popieram na nic się zdały… koszmar tkwił za głęboko.

Molestowane dzieci mają gorzej od gwałconych kobiet. A to przecież życie nie jednej kobiety po gwałcie na zawsze legło w guzach i wygląda jak po wojnie… Zgwałcona kobieta zwykle nie zaufa, nie uwierzy… latami nie czuje się bezpieczna. Szeroko rozumiana bliskość ginie i tylko nielicznym udaje się ją odzyskać. Tylko kobieta zrozumie kobietę. Nawet kara nie pomoże pozbyć się strachu i pomnień. A co czuje po latach skrzywdzone dziecko?

W internecie obrońcy życia osądzili tą młodą dziewczynę za to, że już nie miała sił. Osądzili lekarzy… A co oni wiedzą o takich uczuciach. O tym jak bezpowrotnie zbrukane jest ciało i dusza… Dziewczyna okaleczała swoje ciało, bo cierpiała jej dusza. Nie wiem co trzeba czuć by stanąć na tej granicy. Eutanazja ją uwolniła od tego z czym sobie nie poradziła… czy zrobiła dobrze czy źle, nie wiem. Wole pomyśleć co ja zrobiła bym czując taki ból duszy. Bo ja mimo mojej wiary nie wiem czy miała bym siłę oddać to Bogu. I tylko jemu zostawię osąd. Lekarze to też ludzie i nie jest im łatwo towarzyszyć pacjentowi nawet jeśli w ich kraju jest to legalne… 

Zanim kogoś osądzimy trzeba pomyśleć co by było gdyby to was spotkało to spotkało tak uczciwie. Bez zasłaniania się grzechem. Może się wtedy okazać, że Eutanazja nie jest już dla was taka straszna.

 To co ta dziewczyna przeżyła w dzieciństwie jest straszne i nie zostaje bez śladu. Z mniejszymi rzeczami nie radzą sobie ludzie, a co dopiero z tym co zrobiono jej. Aż trudno pojąć jak 5 letniemu dziecku przez 10 lat niszczono psychikę chorą rządzą…

Czy można wiec się jej dziwić? 

 

 

Dodaj komentarz