NUTY PRZESZŁOŚCI

Magdalena Kordel jest jedną z moich ulubionych pisarek. Nie mogłam się oprzeć by nie wysłać opowiadania na konkurs, który odbył się na jej blogu. Zapraszam was do lektury tej publikacji. Moje opowiadanie niech będzie jako przedsmak…

Julia ubrana w płaszcz chodziła nerwowo po pokoju. Nie mogła znaleźć sobie miejsca. Spokojnie myśleć. Mimo upływu lat nadal nie pogodziła się ze wspomnieniami. Choć przez te wszystkie lata otoczyła swoją przeszłość wysokim murem milczenia, wspomnienia nadal nie dawały jej spokoju. Wracały, niczym znienawidzone nuty przeszłości.
Dziś po latach miała stawić im czoło. Miała stanąć twarzą w twarz z ojcem i dzielącą ich przeszłością. Miała powiedzieć o wszystkim Tadeuszowi. A tego bała się najbardziej.
Od rana miotała się po domu jak dzikie zwierze złapane w klatkę. Bo przeszłość była dla niej klatką z której dotąd nie potrafiła się wydostać. Nawet list który napisała kiedyś do Tadeusza niewiele pomógł. Przez te wszystkie lata nie miała odwagi go wysłać. Ciążył jej tylko w torebce jak nie potrzebny bagaż. Choć miała dziś raz na zawsze rozliczyć się z przeszłością i zerwać wszystkie krępujące ją dotąd więzy wcale nie czuła ulgi. Czuła tylko strach. Bała się, ale już nie ojca. Bała się tego co powie Tadeusz. Czy zrozumie jej milczenie.
Szczęśliwym trafem samochód znowu im się zepsuł. Właśnie teraz, kiedy musiała zebrać myśli. Miała nadzieję, że przez te kilka chwil uda jej się uspokoić. Co chwilę spoglądała na ścienny zegar. Czas płynął nieubłaganie, a ona wcale nie czuła się lepiej. Bała się porozmawiać z Tadeuszem, zanim ostatecznie rozliczy się z przeszłością. Po tylu latach była mu winna szczerość, ale nie wiedziała jak mu to wszystko opowiedzieć.
Czas płynął.
Wiedziała, że powinna zawiadomić matkę o tym, że się spóźnią, ale nie miała na to dość siły. Nie chciała usłyszeć jej przepełnionego strachem głosu. Zbyt dobrze go znała. Kiedy po raz kolejny spoglądała na zegar wydawało jej się, że wskazówki poruszające się na tarczy krążą coraz szybciej. W końcu wszystko wokół zaczęło wirować. Julia zamroczona potwornym bólem głowy bezwładnie osunęła się na fotel. Nie potrafiła określić ile czasu siedziała skulona w fotelu. Bała się ponownie otworzyć oczy, żeby wszystko nie zaczęło się od nowa.
– Już dłużej tak nie mogę… – szepnęła do samej siebie kiedy odezwał się dzwonek telefonu komórkowego. Dźwięk przeszywał ją na wylot sprawiając ból. Sięgnęła po torebkę leżącą na podłodze i nerwowo przeszukiwała jej wnętrze. Chciała jak najszybciej znaleźć telefon, żeby uporczywy dzwonek przestał ją wreszcie dręczyć.
– Słucham…
– Witaj córciu, daleko jesteście? – spytała matka
– My? A tak, raczej tak… – wydusiła z siebie Julia
– Co się stało? Tak dziwnie cię słychać?… – spytała zaniepokojona kobieta – Może dzwonię nie w porę?
– Nie, dlaczego… Nic się nie stało, po prostu spóźnimy się trochę… – powiedziała z wysiłkiem Julia próbując nad sobą panować. – … samochód nam się zepsuł.
– Tylko mi nie mów, że nie przyjedziecie. – powiedziała z rozpaczą – Ojciec dostał by szału!
– Wiem… – powiedziała z goryczą – Nie przejmuj się będziemy na pewno, ale spóźnimy się na obiad. Nie czekajcie na nas odgrzejemy sobie po przyjeździe…
– Ale…
– Mamo, daj spokój podgrzejemy sobie i tyle. Naprawdę nie ma sensu żebyście na nas czekali. Po co masz się narażać ojcu. – „Wystarczy, że ja doprowadzam go do szału.” – pomyślała – Nie martw się. Niedługo będziemy. – powiedziała i rozłączyła się nie czekając na odpowiedz Niepewnym krokiem doszła do barku. Nalała sobie kieliszek wina i włączyła ulubioną płytę.
”Od razu lepiej.” – pomyślała siadając ponownie w fotelu. Machinalnie postawiła na podłodze prawie nie tknięty kieliszek wina. Z zamkniętymi oczami poddała się muzyce. Pozwoliła, by z każda kolejna nuta odsuwała od niej to co nękało jej duszę. Z czasem wydawało jej się nawet, że cierpienie zupełnie zatonęło w otaczających ją dźwiękach. Nic poza muzyką nie miało dla niej teraz znaczenia. Nawet trzask zamykanych drzwi był zbyt daleki, by zwróciła na niego uwagę.
– Kochanie możemy jechać. – powiedział Tadeusz wchodząc do mieszkania. W powietrzu unosił się leki zapach perfum Julii. Od razu go poczuł. – Julia możemy jechać! Julia!!! – wołał zaglądając do pokoi.
W domu słychać było tylko muzykę, która zaprowadziła go do salonu. Wiedział co to oznacza. Mimo, że Julia nadal siedziała w salonie była teraz bardzo daleko. Znajdowała się w swoim własnym świecie do, którego on nigdy nie miał dostępu. Nie potrafił tak jak ona zatracić się w muzyce każdym kawałeczkiem swojego ciała i duszy. Przez dłuższą chwile stał wpatrzony w jej łagodny wyraz twarzy. Nie chciał spłoszyć w niej tego piękna i spokoju, ale ścienny zegar bezlitośnie sprowadzał go na ziemię swoim głośnym tykaniem. Czas płynął nieubłaganie.
– Julia… – powiedział nienaturalnym głosem. – wyłącz to musimy już jechać. Jesteśmy już strasznie spóźnieni. O tej porze mogą być już korki… Nie wiem czy uda nam się dojechać do rodziców na kolację… Zawiadomiłaś ich, że się spóźnimy? – spytał łagodnie. Doskonale wiedział, że sprawia jej przykrość odrywając ją od słuchania.
Julia podniosła wolno powieki i spojrzała na niego smutno. Milczała, ale jej spojrzenie mówiło mu więcej niż słowa, które mogła by wypowiedzieć. Zupełnie nie zdawała sobie z tego sprawy. Kiedy słuchała muzyki była w zupełnie innym świecie. Nierzeczywistym. Nie lubiła gdy ktoś bez jej zgody próbował ingerować w ten świat.
-Tak, tak… Jedzmy… – powiedziała nagle. Była już całkiem spokojna i gotowa na wszystko, cokolwiek miało by się dziś wydarzyć.

Mimo, że Julia nadal odczuwała dziwne zawroty głowy podróż sprawiała jej przyjemność. Ten zimowy dzień urzekł ją swoim pięknem. Pozwalał na chwilę oderwać się od gnębiących ją rozterek. Ogromne ilości śniegu nadawały zaniedbanemu dotąd krajobrazowi wprost bajkowy koloryt. Choć na ulicach nie było jeszcze widać kolorowych lampek, to w powietrzu czuło się już bliskość świąt. Wszystkie mijane przez nich domy wydawały się Julii bardzo przytulne. Chciała jak najdłużej napawać się ich pięknem, ale jechali zbyt szybko. Domy znikały jej z pola widzenia zanim zdążyła im się dobrze przyjrzeć. Denerwowało ją to choć wiedziała, że jeśli mają być na miejscu o rozsądnej porze nie powinni tracić czasu.
Chciała odwlec czekającą ją rozmowę z Tadeuszem i konfrontację z ojcem.
– Zwolnij… – powiedziała wreszcie czując nieprzyjemny uścisk w żołądku kiedy z zawrotną dla niej prędkością wyminął kolejny samochód. – Co ty wyrabiasz? Chcesz nas zabić?!
– Musimy….
– Zwolnij!!! – wrzasnęła poirytowana patrząc na niego groźnie. Wiedziała, że przesadziła, ale Tadeusz zwolnił bez słowa jakby nie zauważył jej reakcji. Jechali dalej w milczeniu.
„Boże jak ja bym chciała mieć to wszystko za sobą.”- pomyślała z rozpaczą spoglądając na niego ukradkiem. Dla niego zachowywała się zwyczajnie, może była tylko trochę bardziej zdenerwowana przed wizytą u rodziców niż zwykle. To wszystko. Postanowiła nie czekać ani chwili dłużej.
– Zatrzymaj się przy tym zajeździe. – powiedziała spokojnie
– Ale, przecież jest późno. – powiedział zdziwiony – Myślałam, że chcesz być tam chociaż na kolację. Powinniśmy…
– Zatrzymaj się. – powiedziała z uśmiechem. Mimo, że zrobiła to z wysiłkiem nie zauważył tego. Zagrała świetnie.
„Boże od kiedy ja umiem tak udawać?” – spytała samej siebie w myślach kiedy Tadeusz bez słowa parkował samochód.
Malutki drewniany zajazd miał niezwykły myśliwski klimat. Urzekał swoim ciepłem, ale Julia nie zwracała już uwagi na otoczenie. Nawet ogień w kominku nie zrobił na niej wrażenia. Wszystkie jej myśli wypełniała przeszłość którą miała podzielić się z Tadeuszem. Z każdą chwilą coraz bardziej bała się jego reakcji.
– Gdzie siadamy? – spytał Tadeusz spokojnie
– Co?… – spytała zdezorientowana.
– Gdzie siadamy? – powtórzył Tadeusz spokojnie jakby jej zachowanie nie robiło na nim wrażenia
– Wszystko jedno… – odparła obojętnie – Może tu? – spytała wskazując długą drewnianą ławę. Nie chciała dać po sobie pokazać, że jest aż tak zdenerwowana.
– Nie ma sprawy… Na pewno wszystko w porządku? Nie wyglądasz najlepiej. – powiedział z niepokojem patrząc na jej bladą napiętą twarz
– Nic mi nie jest. Zamów mi specjalność zakładu i kawę. – powiedziała głaskając opuszkami palców gładki blat ławy. Zupełnie nie zwracała uwagi na to co się dzieje wokół. Nie zauważyła nawet kelnera który postawił przed nią talerz. Cały czas toczyła walkę ze swoimi myślami. Czuła, że nie będzie w stanie opowiedzieć mu tego co przeszła. Nie miała na to siły. Otworzyła skórzaną torebkę i wyjęła z niej grubą kopertę. Kiedy Tadeusz posłał jej kolejne zdziwione spojrzenie po prostu położyła ją na blacie.
– Słuchaj muszę ci coś powiedzieć, ale to dla mnie trudne… – powiedziała cicho
– Julia, co się dzieje? Naprawę zaczynasz mnie przerażać…
Wszystkimi siłami próbowała powstrzymać łzy napływające jej do oczu. Nie chciała żeby to zauważył. Zanim po jej policzkach zaczęły płynąć łzy, odwróciła głowę i utkwiła wzrok w ogniu kominka. Miała ochotę uciec, ale już nie było odwrotu. Od kont zaczęła mówić nawet nie spojrzała na Tadeusza. Bała się, że wytrzyma jego wzroku i będzie chciała się wycofać. Wiedziała, że już nie ma odwrotu, że musi wytrwać.
– Zaraz ci wszystko wyjaśnię, a przynajmniej spróbuję. Wiem, że może ci być przykro, że mówię o tym dopiero teraz, ale nie potrafiłam zrobić tego wcześniej. Teraz też nie bardzo potrafię… łatwiej mi było o tym napisać. Nie byłam w stanie opowiedzieć ci o tym w inny sposób, a potem nie miałam odwagi ci tego pokazać… Nie mogę jednak czekać z tym dłużej – powiedziała łamliwym głosem mieszając nerwowo kawę. – Przeczytaj to, a potem wyjaśnię ci resztę jeśli uznasz, że jest jeszcze coś do wyjaśnienia…
Tadeusz patrzył na nią zaskoczony, nic nie rozumiał. Nie wiedział co ma o tym myśleć. Po chwili ciszy, która wydawała się Julii wiecznością sięgnął ostrożnie po kopertę. Pożółkły papier i wyblakłe pismo żony świadczyły o tym, że koperta którą trzymał w ręku długo czekała na tę chwilę. Wiedział, że jeśli zdecydowała się mu ją dać nie ma sensu zadawać pytań, ani czekać na wyjaśnienia.

Dźwięk rozdzieranego papieru sprawiał Julia straszny bul. Czuła się tak jakby Tadeusz rozdzierał na kawałki jej duszę. Nie musiała na niego patrzeć, żeby wiedzieć co myśli. Każdym kawałeczkiem swojego ciała czuła jakie wrażenie robią na nim słowa, które kiedyś napisała. Po chwili nie widziała już płomieni tańczących na kominku. Przeszłość po raz kolejny zastąpiła jej rzeczywistość…

* * *

Poranek sączył się po szybach mgliście. Julia miała przed sobą kolejny ciężki dzień. Na sama myśl o tym co ją czekało westchnęła ciężko. Zapowiadało się na to, że czeka ją kolejna katastrofa. I to wcale nie dlatego, że zaspała i teraz musiała gnać po schodach na złamanie karku żeby nie spóźnić się na klasówkę z historii.
Na parterze niespodziewanie wpadła na listonosza wytrącając mu z ręki wszystkie koperty.
– Dzień dobry, przepraszam… – powiedziała zawstydzona pomagając mu zbierać porozrzucane listy.
– Nie szkodzi…, ale pośpiech nigdy się nie opłaca…
– Zazwyczaj tak, ale dzisiaj to konieczne. – powiedziała zerkając ukradkiem na zegarek. Było późno.
– O jest coś do nas! – zawołała
– Do ciebie…
– Do mnie? – spytała zaskoczona – Rzeczywiście.
– To polecony. Proszę tu podpisać… – powiedział z uśmiechem podając jej kwit – To na pewno dobra wiadomość.
– Zobaczymy. Do widzenia. Dziękuję bardzo…
– Do widzenia. Uważaj na siebie. – powiedział.
Joanna wcisnęła tajemniczą kopertę do plecaka i pobiegła do szkoły. Nie już jednak o klasówce, a o licie, który miała w plecaku. Wiedziała, że listonosz nigdy nie chodzi do nich o tej porze
– Dziwne, że zrobił wyjątek akurat dzisiaj. – pomyślała – To dziwne…
Koperta, którą od kilku chwil trzymała w rękach tak ją zaintrygowała, że całkiem zapomniała o szkole i grożącym jej spóźnieniu. Obejrzała list z każdej strony. Na znaczku był stempel z Warszawy.
„To musi byś jakaś pomyłka.„ – pomyślała choć na szarej kopercie widniało jej nazwisko i adres. Ostrożnie otworzyła kopertę i zaczęła czytał list. Nie mogła uwierzyć w jego treść. Z wypiekami na twarzy czytała go po raz kolejny…
– Wygrałam? Ale jak? Skąd…? Nic z tego nie rozumiem. – powiedziała postanawiając podzielić się z tą informacją z Panią Natalią. Szkoła, klasówka, rodzina były teraz nie ważne. Liczyło się tylko to, że dostała tak niezwykłą szansę. Zarwała się ze stopni i pobiegła przed siebie. Nie liczyło się nic innego. W kilka minut dotarła do kamienicy w której mieszkała Pani Natalia. Mimo, że miała już zadyszkę schody też pokonała biegiem po kilka stopni naraz. Próbując złapać oddech zaczęła energicznie stukać pięścią w stare drewniane drzwi.
– Już…, już chwileczkę. – usłyszała przez drzwi. – Komu się tak spieszy… jak do pożaru! To ty Julka…?! Co tu robisz tak wcześnie? Nie powinnaś być teraz w szkole?
– Niby tak…, ale to nie mogło tyle czekać… – powiedziała dysząc
– Wejdź, ale pamiętaj, że ja się na wagary nie zgadzam. Na następnej lekcji masz być w szkole choćby nie wiem co!
– Dobrze… Ale naprawdę nie mogłam czekać. – powiedziała wchodząc do środka. W pośpiechu zapomniała nawęd zdjąć buty, ale kobieta kompletnie nie zwróciła na to uwagi. Była zajęta robieniem herbaty. Ta prosta czynność była jak rytuał. – Proszę zobaczyć co dziś dostałam.
– O odpowiedzieli… nie sądziłam, że decyzja zapadnie tak szybko. – powiedziała przeglądając leżące na kuchennym stole.
– Wie Pani coś o tym? – Spytała zaskoczona.
– Oczywiście. Sama im wysłałam twoje zgłoszenie i nagrania.
– Nie rozumiem czemu mi Pani nic nie powiedziała?
– A po co? Gdybyś wiedziała o wszystkim na pewno byś się martwiła. A to nie miało by sensu. Oszczędziłam ci stresu… Przecież nie było pewności, że ci odpiszą…
– No tak, ale…
– Niema, żadnego ale… teraz musimy przekonać twoich rodziców żeby pozwolili ci wyjechać. – Stwierdziła.
– Wiem… i tego właśnie się boję. Wiesz jaki jest mój ojciec. Nigdy nie akceptował mojej fascynacji muzyką. Już teraz ćwiczę ukradkiem. U ciebie albo po piwnicach. Chowam przed nim instrument…, nagrody…
– To dlatego trzymasz je u mnie?
– Nie mogę zabrać ich do domu, bo by je zniszczył. Wiesz jaki jest… Niema senesu wchodzić mu w drogę.
– Ale musisz mieć jego zgodę na wyjazd. – Powiedziała kobieta poważnie. – Rodzice muszą to podpisać…
– On tego nigdy nie zrobi. Chociażby po to by utrudnić mi życie. – Powiedziała smutno.
– Nie możesz tracić nadziei. Porozmawiam z nim.
– Nie radzę. Rozmowa z nim t jak wizyta w klatce lwa. Nie radzę pani tam iść. To się źle dla nas skończy… – Powiedziała czując, że stanie się coś złego. Mimo, że nauczycielka bagatelizowała.
– Pójdę do was dzisiaj i z nim porozmawiam. Zobaczysz wszystko będzie dobrze.
– Szczerzę wtopię – Pomyślała. Miała złe przeczucia.

Był wczesny wieczór kiedy wszyscy siedzieli na kanapie rozmawiając o zaproszeniu jakie dostała. Ojciec spokojnie wysłuchał Pani Natalii po czym odmówił tonem nie znoszącym sprzeciwu podpisania zgody na wakacyjny wyjazd. Wymienił kilkanaście argumentów na nie. Poczynając od tego, że został oszukany przez rodzinę. Wciąż był głuchy na argumenty nauczycielki. Wszystko było tak jak przewidziała Julka. Patrzyła w milczeniu w podłogę czekając na to co się ma jeszcze wydarzyć. Spodziewała się najgorszego. Nie docierała do niej nawet sens prowadzonej rozmowy. Strach przysłaniał jej wszystko inne. Nie zareagowała nawet kiedy ukochana nauczycielka wychodziła. Wiedziała, że kobieta jest rozczarowana jej zachowaniem, ale nie mogła postąpić inaczej.
– Kiedyś jej to wyjaśnię. – Powiedziała do siebie w duchu patrząc przez okno jak kobieta odchodzi. Kiedy staruszka odwróciła się i spojrzała ze smutkiem w kierunku ich okien. Julka instynktownie się odsunęła nie chciała być widziana. Musiałaby za to zapłacić, a przecież i tak czekała ją kara z to co się właśnie stało. Nie wiedziała kiedy to będzie, ale wiedziała, że się stanie. Awantura wisiała w powietrzu przez następne kilka godzin.

Czas płynął a w domu nadal się nic nie działo. Przez okna wkradała się cisza i ciemność. Panował pozorny spokój zakłócany odgłosami programu telewizyjnego. Julka nie umiała powiedzieć co takiego oglądał ojciec. Pewne było tylko to, że w powietrzu unosił się znienawidzony przez nich zapach alkoholu co zapowiadało najgorsze. Zawsze zaczynało się tak samo. Matka za wolno podała kolację, albo nie to na co miał ochotę i ruszała lawina oskarżeń, wyzwisk. Przeplataną seriami ciosów. Bił tak by nie było na to śladów i dowodów. Tego wieczora było tak samo. Pretekst był jednak inny. Do przerażonej dziewczyny nie docierał sens wrzasków. Jak na filmie oglądała demolowanie jej pokoju. Nie ruszyła się nawet gdy ojciec znalazł fu terał ze skrzypcami i nuty schowane w jej tapczanie. Dopiero gdy zaczął je niszczyć próbowała o nie walczyć. Ochronić ukochany instrument który dostała od Pani Natalii. Ale o ją odepchnął wymierzając solidny cios.

Obudziła się z dziwnym uczuciem otępienia. Nie mogła się ruszyć. Nie miała pojęcia gdzie jest, ani co się stało. Trudno jej było nawet ruszyć głową. Gdy próbowała coś powiedzieć ujrzała nad sobą zatroskaną twarz Nauczycielki.
– Już dobrze… niczym się nie przejmuj… wszystko już będzie dobrze. Niczym się nie martw… – Powiedziała łagodnie. Robiła wszystko by pocieszyć dziewczynę po tym co się stało. Nie przypuszczała, że to jeszcze nie jest koniec.

*

Z zamyślenia wyrwał ją brzęk porcelanowej filiżanki którą potrąciła niechcący w chwili gdy stawiał ją przed nią kelner. Niewiele brakowało, a kawa zniszczyłaby czytane przez Tadeusza kartki.
– Przepraszam. – Powiedziała zażenowana – Straszna ze mnie niezdara. Naleśniki wyglądały pięknie ale nie miała ochoty na jedzenie. Miała wrażenie, że wszyscy na nią patrzą. Wiedzą co się stało. Mimo, że minęło kilka lat znowu się bała. Czuła wewnętrzny ból. Znów była tą młodziutką dziewczyną sprzed lat, kiedy opuściła budynek sądu. Mimo, że ojciec dostał wyrok i nie mógł jej już nic zrobić nie miało to dla niej znaczenia. Jej dusza znów była pęknięta jak rozbite przed laty o futrynę skrzypce. Nie miała ochoty do tego wszystkiego wracać. Przeżyła przecież mimo wszystko kilka szczęśliwych naprawdę szczęśliwych lat. Miała ochotę uciec i znowu ukryć w Malowniczym. W domu ciotecznej siostry pani Natalii. To tam udało jej się poukładać wszystko. Pogodzić z przeciwnościami losu. Tam poznała Tadeusza… Czas po raz kolejny się cofnął. Znów tam była. Układała w głowie kolejne zadanie terapeutki. Pani Wiola spędzała kolejny urlop u Pani Krysi. Pisała książkę o terapii dla kobiet. Spędzały razem dużo czasu i postanowiła, że jej pomoże. Julia wiedziała, że dzięki niej mogła teraz żyć normalnie, pracować. Wszystko dzięki temu że terapeutka się uparła
– Gdzie bym teraz była gdyby nie one? Czy byłabym w stanie pracować jako dekoratorka i specjalistka od Feng Shui? Czy była by szczęśliwa? Czy potrafiła by kochać? Mieć nadzieje? – Zastanawiała się. Pamiętała jak miesiącami spacerowała po okolicy, czy odpoczywała w ogrodzie. Potrafiła spędzać tak całe godziny ucząc się lub próbując poukładać swoje życie. Nie wiedziała co ze sobą zrobić. Matka mimo że była teraz szczęśliwsza nadal była uzależniona od ojca. Czekała na jego powrót i wyglądało na to, że niczego nie rozumie. Współczuła jej, bo wiedziała, że będzie gorzej. Ona chciała czegoś innego musiała uwolnić się od przeszłości. Nauczyć się, żyć bez grania. Zrozumiała to kiedy zamieszkała w Malowniczym. Mimo, że miała tam zostać na chwilę czuła się tak jakby znalazła własny port. Spokój i cudowni ludzie, bardzo jej wtedy jej pomogli. Pomogli jej zrozumieć, że można żyć inaczej. Czuła, że bardzo chce tam teraz wrócić. Był, to jej mały raj. Choć byli tam przecież zwykli ludzie. Mieli wady, zalety, mieli na sumieniu małe i duże grzeszki. Ksiądz tłumaczył jej to cierpliwie. Wiedział, że przemoc zdarza się wszędzie. Zwykle w czterech ścianach. By ją pokonać musiała pogodzić się z przeszłością. Wybaczyć sobie i innym. Nie było to proste, ale udało się dzięki ludziom których spotkała po drodze. To tam na zawsze zmieniło się jej życie. – I pomyśleć, że największe szczęście zawdzięczała kolejnemu nieszczęściu. Gdyby nie pożar po jesiennej burzy nigdy nie poznała by Tadeusza. Nie zostali by przyjaciółmi. Nie byli by razem… Mówiła mu o wszystkim oprócz tego co się stało. Chciała mu powiedzieć o wszystkim po ślubie, ale nie była w stanie. Ten list czekał na otwarcie bardzo długo. Ale nie mogła z tym dłużej czekać. Ojciec znowu mieszkał w domu. Nie rozumiała tego, ale jeśli miała spotkać się ze swoim katem musiała powiedzieć prawdę… Nie chciała być z tym sama.

Tadeusz łożył kartki. Patrzył na nią nieobecnym wzrokiem. Nie wiedziała co ma tym myśleć. Nie miała odwagi o nic zapytać. Parzyła jak wyciąga z kieszeni telefon i dzwoni.
– Przepraszam cię na chwilę… – Powiedział wstając.
– No to po mnie… – Pomyślała – On mi tego nigdy nie wybaczy…
– Przepraszam. Jestem już… Powiedziałem twojej mamie, że przyjedziemy za parę dni. Teraz powinnyśmy wracać do domu… – Wyjaśnił płacąc rachunek.
– Ale…
– Nie rozmawiajmy teraz o tym. Wracamy do domu. Jest już późno, a pogoda wcale nie jest lepsza…
Wstała i bez słowa ruszyła za nim czując, że nogi odmawiają jej posłuszeństwa. Był późny wieczór droga była śliska. Bała się, ale ciemność hipnotyzowała ją jak magnes.

Obudziła się nie wiedząc gdzie jest ani co się dzieje. Ciemność nie pozwalała jej niczego dostrzec. Droga wyglądała jakoś inaczej. Nie było wokół miejskich świateł.
– Co się dzieje…?
– Jesteśmy w domu.
Wysiadając nie zobaczyła bloku. Byli w odbudowanym domu jego rodziny.
– Nic nie rozumiem… czemu jesteśmy tutaj?
– Bo tylko tu czujesz się bezpiecznie i możemy porozmawiać. Gdybyś powiedziała mi o wszystkim wcześniej nie zgodziłbym się na wizytę u twoich rodziców. Wiedziałem, że nigdy nie lubiłaś tam jeździć… Prawda jednak nigdy nie przyszła mi do głowy.
– Przepraszam. – Powiedziała cicho.
– Nie… nigdy nie przepraszaj za coś co nie było twoją winą. Rozumiesz? – Powiedział obejmując ją. – Nie miałaś wpływu na to co się stało… Nawet jeśli można było temu zapobiec to nie było w twojej mocy. Niestety takie rzeczy będą się działy jeśli ludzie będą pozwalali na zmowę milczenia. My na to nie pozwolimy, bo masz to już za sobą… Dziwi mnie tylko czemu nie dałaś mi tego listu zanim pojechaliśmy tam po raz pierwszy. Czemu dopiero teraz?
– Wystraszyłam się…
– Czego?
– Wiem, że to nie tak powinno wyglądać, ale… prawdopodobnie jestem w ciąży. Nie chciałam go oglądać. Na samą myśl o tym zaczynałam się bać.
– Przecież masz mnie nie pozwoliłbym zrobić ci krzywdy… głuptasie. A z dzieckiem, to pewne?
– Jeszcze nie, ale czuję…, że to może się potwierdzić. – Wyjaśniła.
– Byłoby wspaniałe. Może wtedy przeprowadzimy się tu na stałe…
– Chciałbyś?
– Chcę, żebyście czuli się bezpiecznie.

 

3 komentarzy

  1. Gdzie można dostać tę książkę? Kupić lub wypożyczyć?

  2. Ja też bym na nią rzucił okiem 😉

    1. W tej sprawie trzeba niestety pisać do pani Magdaleny Kordel. Nie wiem ile posiada egz. jeszcze ja mam tylko dwa autorskie. Chętnych zapraszam do kotaktu z pomysłodawczynią konkursu… magdakor@vp.pl

Dodaj komentarz