NOWE POCZĄTKI…

Kobieta. Wiek jeszcze nie średni. Nie ma nic. Może tylko kawałek własnej podłogi… kilka mebli. Stos książek, poprzetykanych zdjęciami z przeszłości zamiast zakładek. Zbiera je wszystkie. Nie po to, by rozpamiętywać przeszłość. Myśleć o porażkach. Zbiera je wszystkie by kiedyś powiedzieć światu: To cała ja. Takich jak ona jest więcej, ale ona żyje jakby nikt jej nie widział. Nawet bliscy. Nawet dla nich ona jest tajemnicą – jedną z wielu… Kobiety takie jak ona mają za sobą zwykle nieudane związki, nieszczęśliwe miłości. Czasem w życiorysie pojawia im się rozwód, a zostaje po nim -dziecko. Owoc marzeń o szczęśliwym życiu. Po tych gorszych latach jest to jedyne dobro jakie zostało im po wcześniejszym życiu. Bo czasem trzeba zamknąć za sobą drzwi i odejść. Zacząć od nowa.

Często słuchając opowieści kobiet zastanawiam się dlaczego odeszły dopiero teraz. Czemu nie zrobiły tego wcześniej. Czy naprawdę nie czuły, że ich życie nie przypomina tego, którego chciały. A może chwyciły się ulotnej nadziei…. Większość z nich po namyśle mówi, że nie miały odwagi zrobić tego wcześniej choć powinny były. Nie uważają, że traciły czas. Bycie w tych związkach traktują teraz jak swego rodzaju formę żałoby za tym o czym kiedyś marzyły.

Kilka przyznało, że już przed ślubem, zamieszkaniem razem… czuły, że to się nie uda. Ale chciały się mylić. Chciały udowodnić sobie i światu, że jednak będzie cudownie. Nie było, miłość okazała się za płytka. Górę wzięły rzeczy, których żadna ze stron nie chciała doświadczyć. Jednak się stały.

I to nie jest tak, że winni są tylko mężczyźni, bywają…, ale w relacji nic nie jest proste i oczywiste. Kiedy mijają pierwsze motyle w brzuchu i zauroczenia dostrzegamy człowieka. Nie da się bowiem cały czas udawać. Wtedy wychodzi z nas prawda i okazuje się, że szczęście to jednak rzadkość. To ciężka praca nad relacją, bo samo nic się nie zrobi. Obie strony muszą się starać, rozmawiać. Bajkowa miłość, częściej zdarza się w filmach niż w prawdziwym życiu. Tu pojawia się tylko rzeczywistość… W niej nawet to co najpiękniejsze może nam się zgubić, bez opieki.

Gdzieś, w pogoni za własnym kawałkiem podłogi, samochodem, wakacjami… gubimy relacje, rozmowy. Niknie kontakt. Powstaje mur niedomówień, zarzutów i pretensji. Nikt już nie słucha, nie okazuje uczuć.

Tak płyną płyną miesiące, a czasem i lata. Zanim pęknie coś na zawsze…

Teraz wiele kobiet wraca po takim rozstaniu do rodowego nazwiska, czasu gdy wszystko było przed nimi. Nawet marzenia o szczęściu. Czasem taka zmiana nazwiska jest dobra, czasem nie. Wszystko zależy od danego przypadku.

Trzeba jednak pamiętać że nigdy nie ma złego czasu na zmiany i nowe początki. Zwykle kobiety po związkowych przejściach zaczynają od nowa i walczą o siebie. Chciałabym by robiły to obie strony. Bez względu na to, czyja była wina – droga była wspólna…

 

 

 

 

2 komentarzy

  1. Bardzo to pesymistyczne i ogólnikowe. Ktoś, kto wchodzi w nowy związek mógłby po przeczytaniu tego artykułu się poddać, bo przecież i tak większości nie wychodzi. To czy wyjdzie zależy od nas, nie od ogółu i statystyk. Można by też wnioskować, że prawie nie ma szczęśliwych zwiázków i małżeństw, a jest i to sporo. Gdyby każda tak myślała to nie tworzyły by się nowe związki, a tworzą się i to prawie zawsze. Przynajmniej znów się próbuje.
    Ja mam nadzieję, że większość kobiet jednak myśli inaczej, nawet mimo wcześniejszych niepowodzeń.

  2. To jest tekst o kobietach, które zaczynają od nowa po przejściach… dobre związki są ale trzeba je budować cały czas. Nie odpuszczać… relacja sama się nie zbuduje. A zależy od 2 osób. Po drodze są problemy kłopoty- mamy je wszyscy. Z domów wynosimy wzorce, które nie zawsze pomagają w życiu. Są nałogi… Nie wszystko da się rozwiązać rozmową, a mimo to trzeba żyć dalej.

Dodaj komentarz